Salon du Livre w Paryżu - dla kogo?

03/21/2015

 

 

 

 

Trwają właśnie paryskie targi książki przy Porte de Versaille.

Kiedy dowedziałam się, że wystawić się tam mają Wrocław i Kraków,

a wszystkim zawiaduje Instytut Książki uradowana pospieszyłam do wspomnianego z zapytaniem

o szczegóły. Myslę: będę mogła tu,w Paryżu, wreszcie poprzechadzać się naprawdę pomiędzy polską 

litearaturą! A może i samego Normana Daviesa poznam, bo ma być gosciem.

Siedząc jeszcze wtedy w Warszawie, na fali radości, że oto wszystko wreszcie mogę sobie załatwiać 

PO POLSKU napisałam maila do Instytutu Książki z pytaniem o szczegóły. Do dziś bez odpowiedzi.

Zadzwoniłam do Instytutu. Nic nie wiedzą, wiedzieć nie chcą, nie mają czasu. "Niech sobie Pani

w internecie sprawdzi". Na marginesie: skoro wszystko jest dzis w internecie, to po co takie "przemiłe" i "uczynne" panie siedzą za biurkiem i pobierają pensje...? Druga sprawa: czemu

tak nahalnie i bezceremonialnie zmusza się dziś nas do ślęczenia w internecie i na każdym kroku uniemożliwa zwykły, choćby telefoniczny kontakt z drugim, w przeciwieństwie do komputera, PRAWDZIWYM człowiekiem?

Zadzwoniłam w końcu do pani, nazwisko daruję, która ponoć z ramienia krakowskiego oddziału Instytutu zajmuje się polskim stoiskiem na targach. Wydawałoby się, że lepiej trafić nie mogłam. Bez odbioru, naturalnie też bez oddzwonienia.

Napisałam w końcu, już dla zasady nawet, żeby sobie samej chyba udowodnić, że da się dzisiaj jeszcze z ludzmi zwyczajnie kontaktować, sms'a. Dotarł. Ale dla odmiany ...bez odpowiedzi.

 

A po co? Po co książki i ich targi Polakom za granicą? Po co tłumaczyć, kiedy się pytają, interesują. Zdanie-wytrych święte już dziś i błogosławione, które zamyka wszystkie ciekawskie, staroświeckie gęby: "Wszystko Jest w Internecie" Amen. Przecież targi są dla tych,

co je organizują! Żeby sie wyrwać z krakowskiego grajdołka, przejść po Champs-Elysees, napić winka

w knajpie obok, kupić ze trzy serki, koniecznie smierdzące, dla koleżanki z biurka obok

i wracać. Będzie fajna notka, że się w delegacji było i że się zorganizowało. Będzie selfie z Romanem Polańskim może nawet

i jakiś ładny artukuł na początku nowego tygodnia w "inteligenckiej" gazecie. Reszta nieważna.

 

 

Odechciało mi się Salon du Livre 2015.

Pozostają wycieczki do ksiegarń, które zawsze, kiedy przylatuję do Polski zwiedzam, nawiedzam i gdzie wtedy pomieszkuję. Do zobaczenia niebawem!

 

Please reload

© 2014 by mE. Proudly created with Arte Nova. 

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now